Kiedy usłyszałam, że mam się pakować bo za tydzień czeka mnie podróż na Bali, nie bardzo w to wierzyłam. No i w ogóle gdzie jest ta wyspa Bali? Wiedziałam tylko, że to bardzo daleko… A jednak poleciałam – najpierw z Warszawy do Frankfurtu, stamtąd jedenaście godzin lotu do Singapuru, a potem trasa Singapur – Denpasar na Bali. I „już” byłam na miejscu.

Położenie

Teraz już wiem, że jest to jedna z wielu wysp należących do Indonezji na oceanie Indyjskim, o długości 145km i szerokości 80km. Wyspę zamieszkuje 3,3 mln mieszkańców, znajduje się tam sześć szczytów wulkanicznych powyżej 2000 m. Co ciekawe na Bali dominującą religią jest hinduizm, w przeciwieństwie do całej Indonezji która jest w ponad 85% islamska.

Było cudownie bo miejsce jest naprawdę niezwykłe. Niezwykłe nie tylko z powodu zupełnie innego niż w Europie klimatu i innej fauny i flory, ale również różnicy mentalnej między ludźmi z Europy a Balijczykami. Tubylcy są bardzo spokojni, nie podnoszą głosu i są cierpliwi. Najbardziej podobał mi się ich stosunek do dzieci. Po pierwsze to, że dzieci się tam nie bije, a po drugie to, że od urodzenia do końca trzeciego miesiąca życia cały czas nosi się je na rękach. Ma to swoje podłoże w religii, ale nie ważne – liczy się efekt. A rezultat jest taki, że dzieci bardzo szybko stają się samodzielne, czują się wartościowe, potrzebne i doceniane przez dorosłych.

Wulkan Batur

Wyspa Bali ma przepiękne plaże, ponoć najpiękniejsze na świecie. Są rajem i dla osób, które uwielbiają słońce i leniuchowanie na leżakach oraz dla tych, którzy wolą aktywny wypoczynek. A propos aktywnego wypoczynku, można się wybrać na przykład na trekking. W moim przypadku było to wyjście na wulkan Mt. Batur. Wulkanów na wyspie jest sporo, w zasadzie regulują jej życie. Kiedy wulkan wybucha niszczy wszystko wokół, z drugiej jednak strony to dzięki niemu Balijczycy mają żyzne gleby i udane uprawy.

Wulkan Batur

Wracając jednak do wyjścia na wulkan, naprawdę warto. Moja wyprawa zaczęła się o drugiej w nocy. Oczywiście było ciemno więc z latarkami, powoli, krok po kroku szłam pod górę. Momentami miałam dosyć bo nie byłam w zbyt dobrej formie a zdarzały się trudne podejścia. Trud jednak opłacił się bo wschód słońca oglądany ze szczytu wulkanu był przepiękny.

Indonezja, wyspa Bali to idealne miejsce na spędzenie wolnego czasu, urlopu czy wakacji. Fakt, że jest bardzo daleko, ale opłaca się bo trudy podróży zostają wynagrodzone miejscowymi atrakcjami. I nie mam tu na myśli jedynie plaży czy pieszych wycieczek, ale to już jest temat na kolejną historię.