Australia to kontynent dziki, nieposkromiony, odkryty zaledwie kilkaset lat temu – wydaje się, że Europejczycy przy rozwijaniu nowej cywilizacji mieli do dyspozycji bagaż doświadczeń, dobre plany, może niekoniecznie sprzyjające warunki. Niestety – Australia okazała się nieobliczalna i nadal, mimo wielu badań, taką pozostaje. Naukowcy biją na alarm. W ciągu ostatnich dwustu lat osadnicy sprawili ogromne i bardzo niebezpieczne zmiany w środowisku. Chcieli dobrze, a wyszło, jak wyszło.

Kolonizacja kontynentu

Już sama kwestia przywożenia na ląd nowych gatunków zwierząt. Ropuchy olbrzymie – Agi, miały żywić się szkodnikami trzciny cukrowej. Rozprzestrzeniły się po całym kontynencie, a ich trująca skóra jest niebezpieczna dla wielu drapieżników. XIX-wieczni Europejczycy chcieli jednoczyć się z Australią. Sprowadzili wróble, pstrągi, łososie, które co prawda przyjęły się – ale co z tego, jeśli konkurują z lokalnymi gatunkami. Plagi królików, osłów, kóz, koni, wielbłądów… Badania dowiodły, że dawniej żyło tu wiele zwierząt, których już nie ma. Co je zabiło? Klimat, czy może już Aborygeni?

No właśnie, ten Australijski klimat wciąż nie daje poczucia poznania tych terenów. Każdy lot samolotem nad pustyniami obciążony jest ewentualnymi problemami z lądowaniem podczas burz i unoszącego się pyłu. Ziemia pod uprawę jest jałowa, dodatkowo istnieje ogromna przeszkoda dla rolników. Tak się składa, że pod powierzchnią Australii znajdują się ogromne zasoby soli i wody. Gdy farmerzy na szeroką skalę rozpoczęli karczowanie drzew (40% zasobów leśnych, w tym 75% lasów deszczowych i 90% lasów eukaliptusowych) zaburzyli naturalną ochronę warstw wodonośnych.

Zamiast plonów, ziemia dała wodę – słoną wodę, niezdatną do niczego. Zasoleniu uległo około 2 miliona hektarów ziemi, czyli 10% pasa pszenicznego w Australii Zachodniej. Wydaje się oczywistym, że obywatele nauczeni tą przykrą niespodzianką powinni dać sobie spokój z oczyszczaniem terenów pod uprawę. Z drugiej strony, próba rozwoju to jedyny krok, aby zrobić coś konkretnego. Ceny wełny spadają, ludzie wyjeżdżają. Obrońcy drzew apelują o zaprzestanie karczowania lasów. Gdy do Australii przybili pierwsi Europejczycy, tereny drzewne obejmowały około 10% terytorium.

Na dzień dzisiejszy jest to 5%. Prości ludzie nie widzą w tym zagrożenia. Sprzedaż drewna do Japonii daje im pieniądze, za które mogą żyć na tych suchych i jałowych ziemiach. Niestety, planów na odbudowę fauny i flory nadal brakuje. Projekt EDEN od lat realizuje plan odnowienia gatunku kanguroszczurów, inne organizacje sadzą drzewa. Ale to wciąż za mało.

Problemem Australii jest jej ogromna powierzchnia i wielkie komplikacje z organizacją i administracją. Przez to trudniej jest ustalić coś z farmerami, egzekwować przepisy. Chyba bardziej, niż kolejnych sadzonek, ludzie potrzebują wiary w to, że coś da się zrobić z ich krajem, który środowiskowo niestety wciąż zalicza regres.