Wenecja – któż z nas nie zna tego miejsca – z pocztówki, z filmu? Gondole na kanałach, romantyczna atmosfera, tradycja kulturowa… Tekst Cathy Newman, zatytułowany „Znikająca Wenecja”, rozlicza się ze stereotypami wokół tego miasta, dając do zrozumienia, że współczesny konsumpcjonizm niszczy to miasto, nie tyle finansowo i materialnie – co mentalnie.

Mówi, że niezależnie od tego, jak popularna będzie Wenecja, jej mieszkańcy i jej oryginalna kultura mogą zniknąć z powierzchni ziemi, a co gorsze – dzisiejszy świat może przejść wokół tego obojętnie.

Warunki życia

Liczba mieszkańców Wenecji jeszcze dwa lata temu wynosiła 60 tysięcy, natomiast liczba odwiedzających to miasto w tym samym roku sięgnęła 21 milionów. W ciągu ostatnich trzydziestu lat populacja Wenecjan spadła o 100 %. Ceny są tu absurdalnie wysokie – 10$ za przejazd vaporetto, 13$ za napój w kawiarni, 40$ za tandetną chińską maskę karnawałową. Za ślub miejscowy urząd stanu cywilnego liczy sobie do 5500€.

Jeśli jesteś bogaty, wynajmujesz sobie apartament i czujesz się jak XVII – wieczny arystokrata. Jednak pieniądze inkasują zagraniczni inwestorzy, a mieszkańcy wymierają – tak jak ich sklepiki, motele, zakłady… Ci, którzy tu mieszkają, to starsi, ustatkowani tubylcy, bądź też biznesmeni i krezusi, chcący żyć w tak niezwykłych warunkach. Młodych nie stać na mieszkanie tu – przykładowo zwykła, licząca 36 m2 kawalerka, to koszt rzędu 250 000€.

Wydaje się, że życie w Wenecji to czysta przyjemność – brak samochodów, piękne widoki, ciągła rozrywka. Tak nie jest. Mieszkaniec musi borykać się z ciągłymi powodziami, musi radzić sobie z logistyką. Musi znosić zaczepki turystów. Musi godzić się z faktem, że jego miasto zamienia się w swoisty skansen, będący zaprzeczeniem marzeń o ciszy i spokoju. Są ludzie, którzy walczą o Wenecję.

Przykładem jest Augusto Salvadori – inicjator takich akcji, jak Decorum (rozdanie 72 tysięcy plastikowych toreb na odchody zwierząt), czy rozdanie 3 tysięcy roślin, by każdy balkon był udekorowany geranium. Gdyby tylko miał na to wpływ, ograniczyłby opłatami, bądź restrykcyjnymi przepisami najazdy turystów na jego ukochaną Wenecję.

I mimo, że pewnie każdy z nas chciałby znaleźć się tam, choćby i na kilkadziesiąt godzin, to należy zastanowić się, czy zalewanie pięknych miejsc popularną tandetą i niszczenie lokalnych fenomenów kulturowych biznesem, nie odwróci się kiedyś przeciwko nam. Wszystko jest dla człowieka, ale z umiarem i rozsądkiem.