Czytając lutowy numer „National Geographic” natykamy się na bardzo ciekawy reportaż Martina Gamache’a na temat jaskiń, i to nie byle jakich, a tylko tych, które znajdują się w strefie TAG. TAG to skrót od nazw trzech stanów USA: Tennessee – Alabama – Georgia, które – jak to ujął autor – są „podziurawione jak ser”. I to dość spory, bo jak na razie na tym terenie odkryto ponad czternaście tysięcy jaskiń – 9200 w Tennessee, 4800 w Alabamie i 600 w Georgii.

Powstanie jaskiń

Setki milionów lat temu na tych terenach znajdowało się morze, które później stało się wapiennym pasem. A to nieodłącznie wiąże się z kształtowaniem jaskiń, ponieważ wapień podmywany kwaśną wodą jest bardzo podatny na erozję. Procesy kształtowania się jaskiń trwały miliony lat, natomiast ich eksplorowanie rozpoczęło się na dobrą sprawę w latach sześćdziesiątych XX wieku. Związana jest z tym postać Mariona „Koziorożca” Smitha.

Historyk ten od ponad czterdziestu lat nieustannie penetruje kilometry podziemnych korytarzy i zarazem działa na rzecz ochrony tych terenów. Kristen Bobo, jego towarzyszka, jest czołowym producentem… bram do jaskiń. Ktoś mógłby zadać kpiące pytanie: „na co komu wrota do podziemi?”. Jednak odpowiedź jest jak najbardziej poważna – tam, gdzie istnieje piękno, pojawia się szkodnik; tam, gdzie dziewicza natura, tam człowiek – niszczyciel; tam, gdzie można zobaczyć efekt milionów lat ewolucji – szkodnik w jednej chwili może dokonać nieodwracalnych szkód.

Dlatego profesjonaliści chronią to miejsce przed amatorami. A jest czego chronić – jaskiniowy świerszcz, jaskiniowa ryba, czarna salamandra – może nie robi to wrażenia na przeciętnym wyjadaczu chleba, ale dla speleologa w trakcie przeciskania się przez wąskie, obślizgłe korytarze ten widok jest wynagrodzeniem wielogodzinnej, żmudnej i w gruncie rzeczy nudnej ekspedycji. Dochodzą jeszcze szczątki i ślady – niewyobrażalna wartość dla archeologów.

W jaskini nazwanej „Aleją Aborygenów” znajdują się najstarsze ślady człowieka w Ameryce Północnej, mające około czterech i pół tysiąca lat. Samo podróżowanie w podziemiach świata do najprostszych zadań nie należy. Brak jakiegokolwiek światła naturalnego (nie ma szans za zobaczenie własnej dłoni nawet trzymając ją na kilka centymetrów przed oczami), brak pewności, czy jednym uderzeniem nie naruszymy struktury skały, która może na przekór zmiażdżyć zbyt odważnych. Na dodatek zjeżdżanie na linie w kilkuset metrowe tunele, albo podciąganie się pod podziemne wodospady.

Skały, muł, woda, ogromne przestrzenie, bądź ekstremalnie wąskie przejścia. Brak pewności, czy obrany szlak w nieznane nie będzie przypadkiem tym ostatnim. A jednak są ludzie, którzy nie traktują tego tylko jak hobby, czy weekendową rozrywkę. To ludzie, których skóra jest bielsza od sufitu, a płuca skurczone jak mięśnie. To ludzie, którzy znaleźli prawdziwą głębię życia, tu w amerykańskich jaskiniach, z dala od cywilizacji.