We wrześniowym numerze „National Geographic” uwagę przykuwa tekst Cynthi Gonery, dotyczący życia meksykańskiego plemienia Tarahumara (Raramuri) – Ci, którzy dobrze biegają. Są to ludzie zamieszkujący kaniony na północy gór Sierra Madre Zachodniej. Pojawili się w tym rejonie 500 lat temu, chroniąc się przed hiszpańskimi konkwistadorami. Są cichymi, skrytymi samotnikami. Mieszkają w domach z suszonej cegły, lub drewna, czasami nawet w jaskiniach.

Codzienne życie

Na małych polach, w zasadzie poletkach hodują kukurydzę, którą wykorzystują głównie do produkcji alkoholu, który podają z rąk do rąk, podczas obrzędów w wydrążonych tykwach. Niezwykle sprawnie poruszają się, gdyż od pokoleń przemierzają ścieżki w kanionach. Są w stanie pokonać nawet amerykańskich maratończyków. Praca to dla nich konieczność, nie wartościują jej w żaden sposób. Systemem handlowym jest wymiana, znają pieniądze, lecz ich nie używają. Ich tradycyjnym strojem jest szeroka opaska na głowę i przepaska biodrowa.

Czasy się zmieniają, świat idzie do przodu, plemię Tarahumara także. Ich przysmakiem są zupki błyskawiczne, chipsy i coca-cola. Nie stronią od piwa, czy papierosów. Na terenie Meksyku żyje mniej więcej 106 tys. Raramuri, większość w tzw. Miedzianym Kanionie, w stanie Chihuahua. Władze Meksyku dostrzegają w tym rejonie żyłę złota i konsekwentnie starają się zarobić na Indianach.

Planowana jest budowa lotniska, czy kompleksu wypoczynkowo-rozrywkowego, w którym atrakcjami byłyby hotele, skoki na linie, kolej linowa, oraz „indiańska wioska”. Dziś w tym miejscu znajduje się punkt widokowy, który jest zajęty przez indiańskich handlarzy. Dziewczynki w wieku szkolnym wyciągają tu ręce z plecionkami, w kółko powtarzając pierwszy hiszpański zwrot, jakiego się nauczyły – Combra – chcesz kupić?

Plemię zmierza nieuchronnie w kierunku nowoczesności. Indian dotykają już choroby cywilizacyjne, takie, jak nadciśnienie krwi, czy otyłość. Dla wszystkich jest jasne, że komercyjne plany wobec Miedzianego Kanionu godzą w Tarahumara. Jeden hotel zużywa przeciętnie tyle wody dziennie, co jedna rodzina Indian przez rok. Wydaje się proste, że za te pieniądze można by wybudować kanalizację, ale kogo to obchodzi? Oni żyją z dnia na dzień, cieszą się w święta. Na co dzień nie pragną zrozumienia i są przykładem, że globalizacja jest bezlitosna.

Na podstawie artykułu Cynthi Gorney „Każda gwiazda na niebie” z National Geographic 09/2009 opracował Franciszek Budzbon.