Żyjemy w epoce globalizmu, który dotarł także do Polski. Ci, którzy mogą sobie na to pozwolić, uciekają od codzienności, szukając „swojego miejsca na Ziemi”, z dala od zgiełku. Ciekawe jest to, że często te poszukiwania mają miejsce za granicą, podczas gdy w naszej ojczyźnie jest kilka miejsc, o których naprawdę można powiedzieć, że są odludziem. Jednym z nich są wioski położone nad liczącą 155 kilometrów rzeką Biebrzą.

Walory przyrodnicze

Biebrza, rozciągająca się na 116 tysiącach hektarów to raj dla miłośników fauny – żyje tam chociażby 271 gatunków ptaków, czy 19 rodzajów pijawek. Robi to wrażenie. Dość, jeśli wiadomo, że są ornitolodzy, którzy przyjeżdżają tu na jeden dzień ze Stanów Zjednoczonych, czy Kanady by zrobić zdjęcie unikalnych okazów. To miejsce, tak piękne dla potencjalnych turystów, jest garbem dla tych, którzy się tu urodzili. Młodzi wyjeżdżają do pracy za granicę, lub chociażby do rodzimych miast.

Ci, którzy zostają, nie umieją zorganizować tu turystyki, trudnią się kłusownictwem i uprawą roli na nieprzyjaznych terenach. Borykają się z własnym lenistwem i wszelkimi zakazami i nakazami, które wynikają z przepisów Parku Narodowego. Wieś Budy liczy jednego mieszkańca, w Sośni z 70 gospodarzy został jeden, w pozostałych wsiach mieszkańcy są przeważnie ludźmi „starej daty”.

Zdarzają się przypadki lokalnych obrzędów rodem z XVII wieku, czy dumnych potomków szlachciców, których obraża określenie „chłop”, pojawiają się przyjezdni dziwacy. Od wieków społeczeństwo dzieli się na „Mazurów” i „Podlachów”. Z miejscem tym wiąże się też niesamowita historia, sięgająca XIX wieku. Wtedy to szalony hrabia Karol Brzostowski, typowy człowiek oświecenia, inżynier i patriota, uczestnik powstania listopadowego, gdy pojawił się we wsi Sztabino, założył tu… Rzeczpospolitą Sztabińską, quasi-państwo. Miało ono kodeks karny, a przede wszystkim wizję powszechnego nauczania i uprzemysłowienia tych terenów. Brzostowski zbudował huty żelaza i szkła, wprowadził telegraf i jako pierwszy w Europie, dojarkę elektryczną (!).

Dziś nie pozostało nic z tamtego okresu – mieszkańcy uciekają stąd, nie widząc żadnych perspektyw. Ich miejsce po części zajmują wspomniani uciekający przed światem odludkowie, bądź zagraniczni inwestorzy. Tubylcy nie widzą w tym miejscu nic szczególnego, bo i nawet Biebrza jest mało spławna, a ziemia słaba. Rolnictwa nie da się rozwinąć przez ekologiczne zakazy, brak możliwości i specjalistów.

Mimo, że żyje się tu ciężko, a tereny należą do najbiedniejszych w Polsce, mieszkańcy nie okazują smutku. Robią swoje, potrafią mieć dystans. Najważniejsze, że ogrom walorów tego miejsca przyciąga coraz większą liczbę turystów. Pozostaje więc nadzieja – może kiedyś tutejsi ludzie zyskają na tym, że mieszkają wśród pięknej, ale nierentownej fauny i flory.