Samoa Amerykańskie to dwieście kilometrów kwadratowych raju na ziemi, jak mówią o swojej ojczyźnie autochtoni. Nazwa oznacza „święty środek”. Jest to archipelag, który rozciąga się wzdłuż osi wschód-zachód około czternastu stopni na południe od równika. Jak twierdzą geologowie, wyspy te są czubkami wulkanów. Pod krystalicznymi wodami Pacyfiku odnajdujemy nieziemskie rafy koralowe.

Historycznie tereny te przechodziły przez ręce Niemców, Nowozelandczyków, a od 1900 roku wschodnia część archipelagu znajduje się w rękach Amerykanów. W 1997 roku utworzyli tu jedyny na półkuli południowej Amerykański Park Narodowy.

O wyspie

Administracyjna stolica tego terytorium to Pago Pago, gdzie znajduje się zarząd parku i centrum informacji turystycznej, jednak brakuje tu wykwalifikowanych strażników, bram, szlaków i… turystów. To z jednej strony źle, z innej – bardzo dobrze, bo przecież piękno i natura to odwieczny przegrany w starciu z masą ludzką. Tutejszy lud, liczący około sześćdziesięciu tysięcy mieszkańców zamieszkuje gromadę wiosek, a przewodniczą im wielkie rodziny. Ogromną wagę przykładają do swojej tradycji, wiary, podejścia do natury i odwiedzających.

Posługują się wspaniałą mową – językiem samoańskim, a w obrzędach (ceremonie ‘ava) przewodniczą mistrzowie oracji. Są jak szamani wśród Indian – bo znają najlepiej historię, dbają o kult i wiarę w cuda, są doradcami dla ludu i przede wszystkim wodza. Ava to „spotkania integracyjne”, odprawiane w owalnych chatach fale. Według podań, taką ceremonię odbył pierwszy człowiek ze stwórcą, gdy wspólnie wypili napój z rośliny kava-kava. Do dziś tubylcy częstują swoich gości. Są tolerancyjni, jak sami mówią, dzielą się z innymi tym, co dał im Bóg,

To wspaniałe przeżycie dla turystów, ponieważ Samoańczycy mogą, mimo, iż to tereny objęte ochroną, zajmować się rybołówstwem, zbieractwem i budowaniem swoich chat – w których maja możliwość przemieszkiwać właśnie odwiedzający park. A jest to dobre dla obu stron – cywilizowani mogą poznać bez przeszkód i ograniczeń życie rdzennych mieszkańców Samoa, zostawiając im pieniądze, które zasilają głownie ich portfele – bo tereny parku są dzierżawione przez Amerykańskie władze.

Nie ma kultury, która piękniej śpiewała by o raju, w którym mieszka. Jest tu wszystko, czego może oczekiwać turysta – przyjaźni mieszkańcy, piękne tereny, klimat. Ale to, o czym należy pamiętać, jest uzależnione właśnie od tego, ile osób się tu pojawi. Im mniej – tym dłużej piękno zostanie zachowane, a sens istnienia tego niezwykłego parku narodowego będzie zauważalny.